Monthly Archive for Maj, 2010

John Kelly Procrastination

John Kelly z Irlandii jest autorem animacji ‘Procrastination’ czyli filmu o tym jak odkładamy to co mamy zrobić dziś na jutro i tak w nieskończoność. Zajęcie to nie jest obce większośći z nas, a więc tym chętniej polecam tę animację. John Kelly stosuje technikę poklatkową, tzw ‘stop motion’, animacje 2D, 3D technikę drukarską (pozwala ona na uzyskanie z jakiegokolwiek jenowymiarowego rysunku trójwymiarowego modelu o tych samych proporcjach co jego rysunkowy pierwowzór)  oraz wykorzystuje papierowe modele i kolaże w swoich filmach. Oprócz ‘Procrastination’ John Kelly jest również autorem ‘The Seed’ (Nasiono), oraz krótkiego filmu animowanego relkamującego Stowarzyszenie Gier Olimpijskich oraz wielu innych ciekawych animacji.

 

Dobre, nie??

 


Do tej animacji zdjęcia robił Mikołaj Jaroszewicz.

Więcej na stronie: http://mickeyandjohnny.com/

 

Super animacja od Tima Burtona

 

Tim Burton jest jenym z ciekawszych znanych mi współczesnych artystów. Niedawno zakończyła się wystawa z jego pracami w MoMA (Museum of Modern Art, New York). Wystawa rozpoczęła sie w listopadzie 2009 i zakończyła w kwietniu tego roku. Jeśli jesteście nią zainteresowani to nadal można obejrzeć jej fragmenty na stronie muzeum. Twórczość Burtona skupia się na tym co mroczne, a więc lękach, koszmarach, zjawach, maniach, marach i śmierci. Artysta wypracował niepowtarzalny styl, który jest rozpoznawany na całym świecie.

Burton jest autorem wielu ciekawych szkiców, animacji i filmów. „Vincent” jest filmem animowanym z 1982 roku, zrealizowanym przy współpracy z amerykańskim aktorem Vincent’em Price, ktory użyczył tu swojego słynnego głosu jako narrator tej krótkiej historii. Atmosfera mrocznej opowieści dla dzieci jest mistrzowsko zbudowana za pomocą ciekawych ujęć, czarno-białej kolorystyki i wspomnianej juz narracji. Historyjka opowiedziana jest z persektywy kilkuletniego chłopca, który często myli rzeczywistość ze swoimi koszmarnymi, makabrycznymi wyobrażeniami. Burton zdecydowanie nawiązuje w tej animacji do tajemniczych opowieści Edgara Allana Poe.

Tim Burton jest autorem wielu filmów, jak kultowy ‘Batman’, z którego mroczne miasto Gotham i szalony Joker (Jack Nikolson) na stałe wpisały się do kanonu współczesnej kultury. Oprócz ‘Batmana’, Burton wsółpracował przy produkcji słynnego ‘Muppet Show Movie’, opublikował kilka książek dla dzieci, jest też autorem teledysku ‘Bones’ znanego zespołu ‘The Killers’. Najnowszy film Burtona to ekranizacja książki Lewisa Carrolla ‘Alicja w Krainie Czarów’ .

Twórca ten zrealizował o wiele więcej produckcji, niż te wynionione przeze mnie, jeśli jesteście nim zainteresowani, to gorąco polecam odwiedzenie strony www.moma.org lub http://www.moma.org/interactives/exhibitions/2009/timburton/, gdzie znajdziecie wystawę poświęconą jego twórczości.

Zachowana perspektywa a transformacja obrazu w Photoshopie.

Prezentujemy bardzo ciekawy przykład możliwości programu Photoshop CS4. Pokazuje on jak w prosty sposób wykonać transformację obrazu z zachowaniem perspektywy na zdjęciu. Życzymy udanej zabawy!

 

 

Luc Kordas – znakomicie zapowiadający się fotograf

„Fotografii uczyłem się sam. Najbardziej lubię ziarnistą fotografię czarno-białą. Najkrótsza i zarazem najlepsza recenzja mojej fotografii to słowa Lourdes, mojej przyjaciółki z Madrytu, której dedykowana jest seria Surfers’ Day: Cuánta sensibilidad oscura, relajada. (pl: cóż za spokojna, ciemna wrażliwość).”

Tak opowiada o sobie i swojej fotografii człowiek, którego nowe prace śledzę systematycznie i wciąż jestem pod tak samo wielkim wrażeniem, jak wtedy, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy.
Luc Kordas – urodzony w 1984 roku we Wrocławiu, jak mówi jego lapidarna, jedyna dostępna w sieci notka biograficzna. Studiował Iberystykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jego zdjęcie Sahara Walks zajęło 4 miejsce w konkursie Landscape Photographer Of The Year, organizowanym przez brytyjski magazyn Practical Photographer (wydanie: listopad 2008). W 2009 roku wygrywa VIVA PHOTO AWARDS w kategorii portret. Od tamtego czasu z pewnością zdobył jeszcze wiecej nagród i wyróżnień. W swoim dorobku artystycznym ma również kilka wystaw w kraju i za granicą.



W niezwykle wysublimowany sposób opatruje swoje prace cytatami z literatury głównie iberoamerykańskiej ale nie tylko. Dużo podróżuje i fotografuje. Jego prace są bardzo zmysłowe, poezja miesza się z baśnią. Chyba najbardziej celuje w portretach. Spośród wielu zbiorów fotografii, przez które przedzieram się regularnie w internecie jego kolekcja jest jedną z najlepszych. Według mnie zostawia w tyle wielu genialnych i utytułownaych fotografików, a conajmniej im dorównuje. Ma świetny warsztat i do tego jest mistrzem samokreacji. No ale dość tych pochwał, zobaczcie sami, baaardzo polecam:
http://www.luckordas.com/
http://www.flickr.com/photos/luckordas/
Poniżej więcej zdjęć Luca Kordasa.

Magnum

Wszyscy lub prawie wszyscy słyszeli o Magnum. Nie wyobrażamy sobie jednak nie umieścić choćby krótkiej wzmianki o tej najsłynniejszej i najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej na świecie.
Poniżej wolne tłumaczenie zakładki z historią prosto ze znakomitej strony agencji Magnum
http://www.magnumphotos.com, na której szczególnie polecamy dział ‘Photographers’. Wybaczcie niedociągnięcia, nie jesteśmy profesjonalnymi tłumaczami:)

Francja. Paryż. 2005 Magnum Meeting. Francja. Paryż. 2005 Magnum Meeting. ©Peter Marlow/Magnum Photos

Magnum Photos powstaje w Paryżu, dwa lata po apokalipsie zwanej Drugą Wojną Światową. Zakłada ją czterech fotografów – Robert Capa, Henri Cartier-Bresson, George Rodger i David „Chim” Seymour. Wszyscy oni zostali w dużym stopniu naznaczeni przez konflikt wojenny, a ich motywację stanowi ogromne uczucie ulgi w świecie wyniszczonym wojną, oraz ciekawość, co z tego świata udało się ocalić. Akt założenia Magnum w 1947 jest odzwierciedleniem ich niezależnych natur – zarówno wyjątkowych ludzi jak i fotografów. Idiosynkretyczne zestawienie reportera i artysty będzie odtąd definiować Magnum, grupę kładącą nacisk nie tylko na to co pokazuje, ale również na sposób w jaki to robi.

„Po powrocie do Francji byłem kompletnie zagubiony,” mówi legendarny fotograf Henri Cartier-Bresson w wywiadzie z Hervé Guibert dla Le Monde. „W czasie wyzwolenia świat zdawał się być w kawałkach, ludzie z ciekawością oczekiwali przyszłych wydarzeń. Dostałem trochę pieniędzy od mojej rodziny, co pozwoliło mi uniknąć pracy w banku. Zaangażowałem się w fotografię, która na pierwszym miejscu stawiała zdjęcie samo w sobie, trochę tak jak to się dzieje z wierszem. Wraz z Magnum narodziła się konieczność opowiadania historii. Capa powiedział mi: ‘Pozbądź się etykietki fotografa-surrealisty. Bądź fotożurnalistą. Inaczej popadniesz w manieryzm. Trzymaj surrealizm na dnie swojego małego serca, przyjacielu. Nie popadaj w nerwowe odrętwienie, pozostań w ruchu!’ Ta rada poszerzyła moje pole widzenia.”

Anglik George Rodger, kolejny z założycieli agencji, wspomina jak jego kolega Robert Capa, dynamiczny lider zespołu Magnum, przewidział rolę fotografii reportażowej po Drugiej Wojnie Światowej, której nowy ton nadało pojawienie się małych, przenośnych aparatów wraz z kliszami o krótkim czasie naświetlania: „Zauważył wyjątkową przydatność małych aparatów, szybkich i dyskretnych w użyciu, a także unikalne zdolności, które każdy z nas zyskał podczas kilku lat nieustannego emocjonalnego zaangażowania w wydarzenia wojennej codzienności. To właśnie w kombinacji mini kamery i ogromnych możliwości postrzegania i odczuwania widział naszą przyszłość.”

Wojna niosła z sobą nie tylko emocjonalne ale również fizyczne perturbacje. Rodger, znany ze swoich zdjęć ukazujących Blitz oraz wyzwolenie Bergen-Belsen, był zmuszony pokonać pieszo „trzysta mil bambusowych lasów i niekończących się górskich pasm” aby uciec Japończykom w Birmie. Był o krok od porzucenia na zawsze rzemiosła fotografa gdy po wkroczeniu do obozu koncentracyjnego zauważył, że jego praca stała się niczym innym jak „czynieniem ze śmierci miłej fotograficznej kompozycji”. Cartier-Bresson przez większość wojny pozostawał więźniem niemieckim, a po udanej, trzeciej próbie ucieczki, znalazł się we francuskim ruchu oporu. Urodzonemu w Polsce Davidowi Seymourowi (znanemu jako „Chim”), który zdobył medal za swoją działalność w amerykańskim wywiadzie, naziści zamordowali rodziców (jego ojciec był wydawcą książek w języku hebrajskim i Yiddish). I czwarty z nich, Węgier Capa, którego imię było synonimem fotografii wojennej od czasów hiszpańskiej wojny domowej, stworzył porozmazywane, naznaczone instynktem przeżycia zdjęcia alianckiej inwazji w pamiętnym D-Day, które stały się jej symbolem. Niestety, dwaj z czwórki założycieli – Capa i Chim – zginą tragicznie w ciągu następnej dekady podczas dokumentowania kolejnych wojen.

Ta czwórka formuje Magnum aby móc w swojej pracy, wraz z podążającymi ich śladem innymi znakomitymi fotografami, wykraczać poza reportaż na poziomie magazynów z newsami. Agencja, która początkowo ma swoje siedziby w Paryżu i Nowym Yorku z czasem otwiera biura w Londynie i Tokyo. Sposób jej pracy różni się radykalnie od konwencjonalnego stylu jaki prezentują inni. Przedsięwzięcie pomyślane jest tak aby członkowie kierownictwa (włączając współzałożycielki Marię Eisner i Ritę Vandivertmogli) mogli raczej jedynie wspierać fotografów zamiast cokolwiek im narzucać. Również prawa autorskie pozostają w rękach fotografujących, a nie jak ma to miejsce gdzie indziej, w rękach właścicieli magazynów lub agencji, dla których pracują. To oznacza, że fotograf dokumentujący głód w jakimś zakątku ziemi może opublikować swój materiał w magazynie „Life”, a agencja może potem ponownie sprzedać jego zdjęcia do innych magazynów za granicą, takich jak n p. Paris Match i Picture Post, zdobywając dla autorów środki pozwalające im poświęcić się w przyszłości pracy nad projektami, które inspirują ich niezależnie od kolejnych zamówień.

W tamtych czasach fotografowie mieli jedną podstawową przewagę nad pracującymi współcześnie kolegami po fachu: ogromne połacie globu nigdy wcześniej nawet nie widziały aparatu fotograficznego. Mogli udać się dokądkolwiek chcieli, jak zauważa Rodger, ponieważ w tamtych czasach można było „sfotografować właściwie cokolwiek i magazyny biły się o to; jednak błędem było myślenie, że tak będzie zawsze.” Wciąż jednak, cztery dekady później, w wieku 75 lat, Rodger był w stanie średnio raz w miesiącu sprzedać zdjęcie zrobione podczas zainicjowanej przez siebie pod koniec lat czterdziestych wyprawy do powojennej Afryki, którą podjął aby „wyrwać się tam gdzie świat był czysty”.

Pierwszym posunięciem założycieli było podzielenie globu mniej więcej na płynne strefy zainteresowania każdego z nich. Chim pozostał w Europie, Cartier-Bresson pracował w Indiach i na Dalekim Wschodzie, Rodger w Afryce, a Capa w większości w Ameryce gdzie zastąpił Billa Vandiverta (Amerykanina, który pomagał zakładać Magnum ale wkrótce się wycofał). Od samego początku trafiały im się ekskluzywne tematy, takie jak pierwsze nie cenzurowane sprawozdania spoza żelaznej kurtyny, czyli podróży Roberta Capa do Związku Radzieckiego wraz z pisarzem Johnem Steinbeckiem, [opublikowane po raz pierwszy przez "Ladies Home Journal" (za które Capa, według Johna Morrisa, pracującego tam edytora, późniejszego szefa edytorów Magnum, otrzymał 20,000 dolarów dla porównania Steinbeck dostał 3,000)], oraz przełomowy materiał z Indii w czasach zabójstwa Gandiego zrobiony przez Cartier-Bressona.

Dla fotografów Magnum bardzo istotna była możliwość wyboru ich własnych historii oraz to, że mogli im poświęcić dużo czasu. Żaden z nich nie chciał poddać się dyktatowi edytorów i pojedynczej publikacji. Wierzyli, że fotografujący muszą mieć możliwość takiego wglądu w sytuację, aby móc wykluczyć najmniejsze nawet ślady konwencji podczas rejestrowania bieżących zdarzeń.
“Często fotografujemy wydarzenia nazywane ‘newsami’,” powiedział Cartier-Bresson Byronowi Dobellowi z „Popular Photography” w 1957 roku, „jednakże niektóre zdjęcia przekazują jedynie relację krok po kroku jak w wyliczeniach księgowych. Te materiały i ich autorzy niestety wykazują się podejściem podobnym do tego jakie prezentują niektórzy historycy opisując bitwę pod Waterloo: tyle dział zostało zdobytych, tylu żołnierzy zostało rannych – przeglądasz takie zestawienie jakby to był jakiś rachunek. Ale z drugiej strony, kiedy czytasz „Pustelnię parmeńską” Stendhala, jesteś w samym środku bitwy i przeżywasz ją w najdrobniejszych detalach… Życie nie składa się z historii, które można pociąć na plasterki jak szarlotkę. Nie ma standardowej recepty na pokazanie jakiejś historii. Musimy spojrzeć na sytuację z innej strony, dotrzeć do prawdy. To jest poezja rzeczywistości, w której żyjemy.”







Zamek Cieszyn
designalive