Wszyscy lub prawie wszyscy słyszeli o Magnum. Nie wyobrażamy sobie jednak nie umieścić choćby krótkiej wzmianki o tej najsłynniejszej i najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej na świecie.
Poniżej wolne tłumaczenie zakładki z historią prosto ze znakomitej strony agencji Magnum
http://www.magnumphotos.com, na której szczególnie polecamy dział ‘Photographers’. Wybaczcie niedociągnięcia, nie jesteśmy profesjonalnymi tłumaczami:)
Francja. Paryż. 2005 Magnum Meeting. ©Peter Marlow/Magnum Photos
Magnum Photos powstaje w Paryżu, dwa lata po apokalipsie zwanej Drugą Wojną Światową. Zakłada ją czterech fotografów – Robert Capa, Henri Cartier-Bresson, George Rodger i David „Chim” Seymour. Wszyscy oni zostali w dużym stopniu naznaczeni przez konflikt wojenny, a ich motywację stanowi ogromne uczucie ulgi w świecie wyniszczonym wojną, oraz ciekawość, co z tego świata udało się ocalić. Akt założenia Magnum w 1947 jest odzwierciedleniem ich niezależnych natur – zarówno wyjątkowych ludzi jak i fotografów. Idiosynkretyczne zestawienie reportera i artysty będzie odtąd definiować Magnum, grupę kładącą nacisk nie tylko na to co pokazuje, ale również na sposób w jaki to robi.
„Po powrocie do Francji byłem kompletnie zagubiony,” mówi legendarny fotograf Henri Cartier-Bresson w wywiadzie z Hervé Guibert dla Le Monde. „W czasie wyzwolenia świat zdawał się być w kawałkach, ludzie z ciekawością oczekiwali przyszłych wydarzeń. Dostałem trochę pieniędzy od mojej rodziny, co pozwoliło mi uniknąć pracy w banku. Zaangażowałem się w fotografię, która na pierwszym miejscu stawiała zdjęcie samo w sobie, trochę tak jak to się dzieje z wierszem. Wraz z Magnum narodziła się konieczność opowiadania historii. Capa powiedział mi: ‘Pozbądź się etykietki fotografa-surrealisty. Bądź fotożurnalistą. Inaczej popadniesz w manieryzm. Trzymaj surrealizm na dnie swojego małego serca, przyjacielu. Nie popadaj w nerwowe odrętwienie, pozostań w ruchu!’ Ta rada poszerzyła moje pole widzenia.”
Anglik George Rodger, kolejny z założycieli agencji, wspomina jak jego kolega Robert Capa, dynamiczny lider zespołu Magnum, przewidział rolę fotografii reportażowej po Drugiej Wojnie Światowej, której nowy ton nadało pojawienie się małych, przenośnych aparatów wraz z kliszami o krótkim czasie naświetlania: „Zauważył wyjątkową przydatność małych aparatów, szybkich i dyskretnych w użyciu, a także unikalne zdolności, które każdy z nas zyskał podczas kilku lat nieustannego emocjonalnego zaangażowania w wydarzenia wojennej codzienności. To właśnie w kombinacji mini kamery i ogromnych możliwości postrzegania i odczuwania widział naszą przyszłość.”
Wojna niosła z sobą nie tylko emocjonalne ale również fizyczne perturbacje. Rodger, znany ze swoich zdjęć ukazujących Blitz oraz wyzwolenie Bergen-Belsen, był zmuszony pokonać pieszo „trzysta mil bambusowych lasów i niekończących się górskich pasm” aby uciec Japończykom w Birmie. Był o krok od porzucenia na zawsze rzemiosła fotografa gdy po wkroczeniu do obozu koncentracyjnego zauważył, że jego praca stała się niczym innym jak „czynieniem ze śmierci miłej fotograficznej kompozycji”. Cartier-Bresson przez większość wojny pozostawał więźniem niemieckim, a po udanej, trzeciej próbie ucieczki, znalazł się we francuskim ruchu oporu. Urodzonemu w Polsce Davidowi Seymourowi (znanemu jako „Chim”), który zdobył medal za swoją działalność w amerykańskim wywiadzie, naziści zamordowali rodziców (jego ojciec był wydawcą książek w języku hebrajskim i Yiddish). I czwarty z nich, Węgier Capa, którego imię było synonimem fotografii wojennej od czasów hiszpańskiej wojny domowej, stworzył porozmazywane, naznaczone instynktem przeżycia zdjęcia alianckiej inwazji w pamiętnym D-Day, które stały się jej symbolem. Niestety, dwaj z czwórki założycieli – Capa i Chim – zginą tragicznie w ciągu następnej dekady podczas dokumentowania kolejnych wojen.
Ta czwórka formuje Magnum aby móc w swojej pracy, wraz z podążającymi ich śladem innymi znakomitymi fotografami, wykraczać poza reportaż na poziomie magazynów z newsami. Agencja, która początkowo ma swoje siedziby w Paryżu i Nowym Yorku z czasem otwiera biura w Londynie i Tokyo. Sposób jej pracy różni się radykalnie od konwencjonalnego stylu jaki prezentują inni. Przedsięwzięcie pomyślane jest tak aby członkowie kierownictwa (włączając współzałożycielki Marię Eisner i Ritę Vandivertmogli) mogli raczej jedynie wspierać fotografów zamiast cokolwiek im narzucać. Również prawa autorskie pozostają w rękach fotografujących, a nie jak ma to miejsce gdzie indziej, w rękach właścicieli magazynów lub agencji, dla których pracują. To oznacza, że fotograf dokumentujący głód w jakimś zakątku ziemi może opublikować swój materiał w magazynie „Life”, a agencja może potem ponownie sprzedać jego zdjęcia do innych magazynów za granicą, takich jak n p. Paris Match i Picture Post, zdobywając dla autorów środki pozwalające im poświęcić się w przyszłości pracy nad projektami, które inspirują ich niezależnie od kolejnych zamówień.
W tamtych czasach fotografowie mieli jedną podstawową przewagę nad pracującymi współcześnie kolegami po fachu: ogromne połacie globu nigdy wcześniej nawet nie widziały aparatu fotograficznego. Mogli udać się dokądkolwiek chcieli, jak zauważa Rodger, ponieważ w tamtych czasach można było „sfotografować właściwie cokolwiek i magazyny biły się o to; jednak błędem było myślenie, że tak będzie zawsze.” Wciąż jednak, cztery dekady później, w wieku 75 lat, Rodger był w stanie średnio raz w miesiącu sprzedać zdjęcie zrobione podczas zainicjowanej przez siebie pod koniec lat czterdziestych wyprawy do powojennej Afryki, którą podjął aby „wyrwać się tam gdzie świat był czysty”.
Pierwszym posunięciem założycieli było podzielenie globu mniej więcej na płynne strefy zainteresowania każdego z nich. Chim pozostał w Europie, Cartier-Bresson pracował w Indiach i na Dalekim Wschodzie, Rodger w Afryce, a Capa w większości w Ameryce gdzie zastąpił Billa Vandiverta (Amerykanina, który pomagał zakładać Magnum ale wkrótce się wycofał). Od samego początku trafiały im się ekskluzywne tematy, takie jak pierwsze nie cenzurowane sprawozdania spoza żelaznej kurtyny, czyli podróży Roberta Capa do Związku Radzieckiego wraz z pisarzem Johnem Steinbeckiem, [opublikowane po raz pierwszy przez "Ladies Home Journal" (za które Capa, według Johna Morrisa, pracującego tam edytora, późniejszego szefa edytorów Magnum, otrzymał 20,000 dolarów dla porównania Steinbeck dostał 3,000)], oraz przełomowy materiał z Indii w czasach zabójstwa Gandiego zrobiony przez Cartier-Bressona.
Dla fotografów Magnum bardzo istotna była możliwość wyboru ich własnych historii oraz to, że mogli im poświęcić dużo czasu. Żaden z nich nie chciał poddać się dyktatowi edytorów i pojedynczej publikacji. Wierzyli, że fotografujący muszą mieć możliwość takiego wglądu w sytuację, aby móc wykluczyć najmniejsze nawet ślady konwencji podczas rejestrowania bieżących zdarzeń.
“Często fotografujemy wydarzenia nazywane ‘newsami’,” powiedział Cartier-Bresson Byronowi Dobellowi z „Popular Photography” w 1957 roku, „jednakże niektóre zdjęcia przekazują jedynie relację krok po kroku jak w wyliczeniach księgowych. Te materiały i ich autorzy niestety wykazują się podejściem podobnym do tego jakie prezentują niektórzy historycy opisując bitwę pod Waterloo: tyle dział zostało zdobytych, tylu żołnierzy zostało rannych – przeglądasz takie zestawienie jakby to był jakiś rachunek. Ale z drugiej strony, kiedy czytasz „Pustelnię parmeńską” Stendhala, jesteś w samym środku bitwy i przeżywasz ją w najdrobniejszych detalach… Życie nie składa się z historii, które można pociąć na plasterki jak szarlotkę. Nie ma standardowej recepty na pokazanie jakiejś historii. Musimy spojrzeć na sytuację z innej strony, dotrzeć do prawdy. To jest poezja rzeczywistości, w której żyjemy.”
Najnowsze komentarze