Monthly Archive for Lipiec, 2010

kennardphillipps.com – dla lepszego Świata

Nie tak dawno wybrałem się do Irlandzkiego Archiwum Fotograficznego na dublińskim Tempel Bar żeby obejrzeć wystawę będącą częścią Photoireland Festival 2010. Zobaczyłem tam prace dwóch Brytyjczyków tworzących razem artystyczny kolektyw kennardphillipps.

Grupa ta powstała w 2002 roku w odpowiedzi na brytyjsko-amerykańską inwazję na Irak. Od tamtej pory produkują na potrzeby walki z biedą, antyglobalizmu, ruchów antywojennych i proekologicznych. Silnie działają na rzecz uwolnienia Palestyny spod izraelskiej okupacji. Ich celem jest konfrontacja za pomocą środków wizualnych. Swoją pracę widzą jako część ruchu na rzecz zmian w polityce międzynarodowej i socjalnej. Ich dzieła bardzo wymowne, prowokacyjne, to głównie kolaże, fotografie, fotomontaże. Silnemu przekazowi towarzyszy prostota i wyrazistość.


Artyści przeprowadzają również akcje uliczne jak ta, podczas której skłaniali przechodniów w dzielnicy finansowej do porównywania swoich dochodów z ceną lunchu robotnika w Mozambiku, Indonezji, Bangladeszu.

Wystawa zrobiła na mnie duże wrażenie, kennardphillipps odwalają kawał dobrej roboty, moim skromnym zdaniem. Więcej na www.kennardphillipps.com - świetna strona.


Jan Kallwejt

Grafik, ilustrator, którego odnalazłam za pośrednictwem już wspomnianej u nas książki ‘Graphic Europe’. Jan Kallwejt zajmuje się grafiką wektorową, często powtarza te same elementy  w swoich kompozycjach, bardzo ciekawych zresztą, nacechowanych groteską, surrealistycznych. Cechuje go nowatorskie podejście do obiektów nam znanych, które mijamy każdego dnia. To jest strona z portfolio artysty www.kallwejt.com, gorąco polecam!

Adam Dzidowski – blogi o fotografii i grafice

Niedawno natrafiłem w sieci na dwa blogi: fotografia.wordpress.com i grafika.wordpress.com prowadzone przez wrocławskiego grafika i fotografa Adama Dzidowskiego:

 

 

Od kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy spędziłem już na nich sporo czasu i z pewnością będę na nie często zaglądał. Są nie do przecenienia jeśli chodzi o popularyzację grafiki i fotografii. Autor zamieszcza tam wiele bardzo użytecznych porad, które z pewnością okażą się przydatne dla niejednego miłośnika tematu i to niezależnie od stopnia prezentowanego profesjonalizmu. Oczywiście nie brakuje tam również notek i artykułów odsyłających do bardzo ciekawych stron związanych z interesującymi nas dziedzinami. Są też zabawne i bardzo inspirujące komentarze, uwagi i recenzje. Na dołączonych obrazkach możecie zobaczyć o czym pisze autor blogów. Zapraszamy do lektury.

 

 

Adam Dzidowski – fotograf, nauczyciel akademicki i wielbiciel sztuk wizualnych z Wrocławia. Autor kilkunastu wystaw indywidualnych i publikacji, laureat wyróżnień w magazynach branżowych („GFX”, „Computer arts”), pomysłodawca i prowadzący konkursów „foto.starcie” oraz „FotoMob”, a także grafik komputerowy i projektant stron WWW. (Nota ze strony A.Dz.)

 

Tadeusz Rolke

Pretekstem do tego wpisu stał się krótki film pokazujący Tadeusza Rolke opowiadającego o tym jak fotografował Jarosława Iwaszkiewicza, a także znakomity wywiad-rzeka z artystą przeprowadzony przez Marka Grygiela na łamach fototapety opatrzony dużą ilością fotografii Tadeusza Rolke. (fototapeta.art.pl/2001/trolke.php) Fajnie jest widzieć kogoś jak wygląda i jak mówi, a nie tylko czytać o nim notki biograficzne – polecam więc film:) Zamieszczam także fragment wywiadu – po resztę odsyłam do fototapety – bardzo dobra strona, nawiasem mówiąc.
Notka biograficzna też jest, na samym końcu. Polecamy, warto się uczyć od tego człowieka.

Marek Grygiel: Jesteś z 1929 roku? Czy pamiętasz Warszawę jeszcze sprzed 1939? Jak dowiedziałeś się o wojnie? Miałeś wtedy 10 lat…

Tadeusz Rolke: Naturalnie, pamiętam bardzo dobrze. Wojna nie wybuchła nagle. Była przygotowywana od dawna. Pamiętam ćwiczenia z OPL, zakładanie masek gazowych, śpiew… śpiewaliśmy piosenki o czołgach, propaganda przygotowująca nas na zwycięstwo… Nie zapominaj, że to były czasy szalonego patriotyzmu, to się jeszcze żyło odreagowując czasy zaborów. Mama była szaloną patriotką, wielką entuzjastką Piłsudskiego. Dziad mamy był zesłany na Sybir…

Czy przed wojną coś fotografowałeś?

Nie miałem jeszcze aparatu i nie fotografowałem. Nawet o tym nie myślałem. Pierwszy aparat nabyłem w czasie wojny.

W jakich okolicznościach? Poszedłeś po prostu do sklepu? Skąd się w Tobie wzięła potrzeba fotografowania?

Nie wiem. Zwracałem uwagę na fotografie w gazetach. Kupowałem niemieckie magazyny ilustrowane: Die Wehrmacht, Der Adler; o wojskach lądowych i o lotnictwie. Tam były znakomite czarno-białe zdjęcia wojenne, sprzęt, Stukasy, oddziały, Rosja… I to były dobre fotografie. Ja je z bratem przeglądałem i one rozbudziły we mnie chęć robienia podobnych.

A jak one były dostępne?

W kiosku.

I nikt się na to krzywo nie patrzył? Nikt nie zwracał uwagi?

Nie. Mówiłem: „Wehrmacht i Adler”. I już… Myśmy to regularnie kupowali. Były też zdjęcia z Rosji: jakaś wieś w śniegu i transporter przejeżdżający o świcie… Świetne zdjęcia. To działało na wyobraźnię… Wtedy też zacząłem interesować się sprzętem: Leica…

Gdzie ją widziałeś po raz pierwszy? U żołnierzy? Przecież to aparat marzeń… Czy może ktoś z rodziny ją miał?

Była taka firma Hoffman. Bo był taki fotograf Hitlera, i on miał wszędzie swoje sklepy. Także w Warszawie. Kto wie czy ja tam nie widziałem na wystawie Rolleiflex’a albo Leiki? W każdym razie była sytuacja, że ja już zarabiałem jakieś pieniądze i ktoś sprzedawał Kodak BabyBox, a to już było w zakresie moich możliwości finansowych. Szeroki film.

Wywoływany zapewne w łazience?…

Nie, w zakładzie. Wszystko w zakładzie. Było mnóstwo zakładów w okolicy… Sam aparat zaginął po wojnie. Przetrwał wojnę i zaginął po wojnie. Mama go wyniosła z powstania wiedząc jak to jest dla mnie cenne, w tym jednym tobołku czy walizeczce, zabrała też dużą część moich fotografii 6×9. Nie najmłodsza pani idąc na tułaczkę zabiera walizeczkę…

Czyli ona musiała mieć świadomość jak to jest dla ciebie ważne…

Tak.

A jak to się stało, że cię z nią nie było? Byłeś na Sadybie, o ile dobrze pamiętam…

Tak. Byłem w Szarych Szeregach i dostałem rozkaz. Miałem rozkaz pierwszego sierpnia stawić się na określony punkt. To było w okolicach ulic Złotej i Siennej. Po południu, było nas czterech czy pięciu, dostaliśmy adres w tzw. wsi Wilanów, za pałacem i w lewo, i dostaliśmy rowery, i tuż przed godziną „W” przejechałem rowerem ze Śródmieścia do Wilanowa. Jak znalazłem się na Belwederskiej, na dole, po zjechaniu Belwederską i usłyszałem detonację i nad placem Unii zobaczyłem wybuch. Myśmy dojechali na ten punkt, w którym nas nic nie spotkało, ponieważ na początku powstania był tak nieprawdopodobny bałagan, że mało kto trafił do swojej jednostki. Myśmy nie mieli co tam robić w tym Wilanowie. Tam po raz pierwszy zobaczyłem powstańców, trzech, przeszli z opaskami, jeden miał karabin. Powstanie. Wieczorem nasz drużynowy postanowił wrócić do Śródmieścia, żeby dowiedzieć się co my mamy robić. W nocy wrócił bez informacji, bo doszedł do Czerniakowskiej, do dziś nieistniejącej Stacji Pomp (vis a vis klasztoru), i to było obsadzone przez Niemców, bo był bunkier i bardzo mocny ostrzał. Wrócił i powiedział, że tą drogą przejścia nie ma.

Chcieliście wrócić wszyscy?

Tak, żeby coś robić. Żeby wziąć udział w powstaniu. Wobec tego przesiedzieliśmy w tym domku u ludzi jeszcze jeden dzień i trzeciego sierpnia nasz drużynowy zdecydował, że stamtąd to my musimy się wycofać. Idąc polami w stronę Sadyby zostaliśmy ostrzelani, i ja zostałem ranny kulą. Przesiedziałem wiele godzin w kopce skoszonego zboża. To było skoszone zboże i za nim można się było chować. Zostałem z moim kolegą, a reszta poszła. Dostałem adres na Sadybę, gdzie mam się zgłosić, i tam poszedłem. Na Sadybie nie było jeszcze żadnego powstania. Był taki no-man’s-land. Fort był zajęty przez Niemców, więc trzeba było uważać bardzo, bo strzelali do wszystkiego, co się rusza. Już wówczas był punkt opatrunkowy i organizacja, która się nami zajęła, jakieś panie. Opatrzono mnie i skierowano na kwaterę. Zgłosiliśmy się w miejscowej komendzie, która była jeszcze zakonspirowana. Tylko pseudonimy. To trwało do 19 sierpnia. Dzień wcześniej Niemcy opuścili fort. Sami, bez żadnego ataku, to chyba nie miało dla nich znaczenia strategicznego. Wtedy pojawili się powstańcy z flagami, i wolna Polska. Przyszli, moim zdaniem, z Mokotowa. Co drugi dzień chodziłem na opatrunki. Miałem problemy z bieganiem.

(…)

Ciąg dalszy na: fototapeta.art.pl/2001/trolke.php

Tadeusz Rolke (ur. 1929 w Warszawie), polski artysta fotografik, prekursor polskiej fotografii reportażowej.
Fotografował już podczas II wojny światowej, w czasie powstania warszawskiego. Prawdziwe początki jego twórczości przypadły na lata 50. XX w. Więziony w okresie stalinizmu. Studiował historię sztuki na KUL w Lublinie. W fotografii reportażowej starał się oddawać polską rzeczywistość, tworzyć interwencyjną fotografię reportażową. Zajmował się m.in. warunkami życia Cyganów w podwarszawskich miejscowościach. Rejestrował też życie artystyczne stolicy. Publikował w tygodnikach: „Stolica”, „Świat” oraz w miesięcznikach „Polska” i „Ty i Ja”. Fotografował modę dla „Przekroju”, ukazującego się wówczas w Krakowie. Od 1970 r. przebywał na emigracji w Niemczech. Jego prace znalazły się na łamach „Sterna”, „Die Zeit”, „Der Spiegel” i „Art”. W Polsce ponownie w latach 80. Autor wystaw fotograficznych, m.in.: „Świat to teatr”, „Przemoc, seks, nostalgia”. Przewodniczył jury Konkursu Polska Fotografia Prasowa ’99. Obecnie współpracuje z „Magazynem Gazety Wyborczej” i wykłada na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Jest współzałożycielem wydawnictwa „edition.fotoTAPETA”, mającego siedzibę w Warszawie i Berlinie.
Jest członkiem związku Polskich Artystów Fotografików. 14 grudnia 2009 Tadeusz Rolke został odznaczony złotym medalem Gloria Artis. Mieszka w Warszawie. (źródło: Wikipedia)

Marzi-dzieci i ryby głosu nie mają!

‘Marzi’ to opowieść o Polsce lat 80. widzianej oczami kilkuletniej dziewczynki. Ciekawa narracja oraz rysunki są nietypową interpretacją czasów komunizmu w Polsce. Przeczytałam ‘Marzi’ z zapartym tchem, i do dziś używam jej okładki  jako swojego loga na facebooku. Szczególną uwagę zwracają komkpozycje rysunku, symbolika w nim zastosowana jak ogromne polskie blokowiska,  szczerość w portretowaniu postaci i relacji rodzinnych oraz dbałość o szczegóły. ‘Marzi’ ma swój klimat, jest w nim tzw. swojskość, którą prawie każdy z nas rozpoznaje. Może się powtarzam ale kto nie zna atmosfery z polskich blokowisk, te krajobrazy z lotu ptaka, i ci ludzie jak mrówki, lokalny sklep ‘społem’! Komiks został wydany w latach 2005-2006, autorką jest Marzena Sowa, która pisze i pracuje obecnie we Francji i Brukseli. Autorem illustracji jest Sylvain Savoia.
Poniżej umieszczam kilka stron z  ’Marzi’.






Zamek Cieszyn
designalive