Luc Kordas po raz kolejny w pasjonujący sposób opowiada o innym fotografie. Tym razem jest to…
**********
Maciej Dakowicz - Kompozycja i Kontrast
Zdj. 1
Maciej Dakowicz. Maciej Dakowicz. Poznałem go na rozdaniu nagród (gali finałowej?) VIVA PHOTO AWARDS 2009, gdzie Maciej D. zdobył Grand Prix. Wcześniej nic o nim nie wiedziałem, nie słyszałem, a przede wszystkim w oczy jego nie patrzyłem. Pamiętam jak dziś ten moment gdy wchodząc po raz drugi tego wieczoru do ogromnej sali w Teatrze Wielkim gdzie wisiały nasze zdjęcia zobaczyłem dwóch … Zobaczyłem dwóch. Był to już drugi raz, gdyż za pierwszym razem byłem w sali owej sam – przyjechałem do Warszawy wcześniej, miałem więc czas oglądnąć wszystkie zdjęcia w spokoju – kilka godzin później po rozdaniu statuetek i oklasków w sali wystawowej, gdzie wisiały też doskonałe jazz’owe zdjęcia Horowitza, już tak dobrze zdjęć się nie oglądało, przeszkadzali bowiem paparazzi i nadęte plastykowe persony.
Zdj. 2
Zdj. 3
Zdj. 4
Tymczasem zobaczyłem dwóch wczesno przybyłych gości, jeden przekazał drugiemu dość profesjonalnie wyglądający aparat (jak się okazało potem 5D) i ustawił się na tle największego w sali zdjęcia, pod którym plakietka głosiła: Maciej Dakowicz, Grand Prix. Tamten sportretował go smiało w stylu na turyste, model uśmiechnął się w podobnym stylu, sprawdził wynik, kazał asystentowi powtórzyć zdjęcie jeszcze kilkakrotnie ustawiając się dokładnie w tej samej pozie i nosząc ten sam dokładnie uśmiech. Pomyślałem, zwiedzają.
Zdj. 5
Pomyślałem, to nie może być ten koleś, bo wygląda jakoś młodo i nad wyraz zwyczajnie, a poza tym gdyby był autorem tego zdjęcia, gdyby to on właśnie zdobył Grand Prix nie pozowałby jak byle turysta z głupawym uśmiechem na tle tego doskonałego zdjęcia reportażowego z Indii. Maciej Dakowicz jednakowoż istotnie był to we własnej osobie. Krótka ta historia doskonale opisuje jak widzę tego człowieka. Można też powiedzieć: pozory mylą. Kontrast między zewnętrznością, a tym co najwyraźniej kryje wewnątrz jest miażdżący. Fotograf ten, urodzony, jeśli dobrze pamiętam w Białymstoku, mieszka w Cardiff /gdzie jest współwłaścicielem galerii Third Floor Gallery/ i to jego zdjęcia ze stolicy Walii zawsze mnie wręcz…przerażają. Są tak dobre, że więcej razy niż nie, wprawiają mnie w osłupienie. Dokumentacja życia nocnego mieszkańców Cardiff, którzy jak na rasowych Brytyjczyków przystało piją dużo i chętnie (jest to ich sport narodowy hołubiony od lat i godzin bardzo młodych), jest leit motif’em Dakowicza.
Zdj. 6
Wiele rzeczy zaskakuje – to, że pijani na jego zdjęciach ludzie, czy raczej zwierzęta, zdają się go nie zauważać. To, że podchodzi tak blisko. To, że jest akurat tam gdzie wydawałoby się należy być i że robi to notorycznie, to znaczy notorycznie jest w dobrym miejscu i czasie. Ile razy pytałem się siebie: how the fuck does he do this? Czy te zakrwawione, rozbawione, zmasakrowane imprezą wymiotujace na siebie zwierzęta nie widzą, że ktoś im robi zdjęcia ?
Zdj. 7
Zdjęcia aparatem, który wskazywałby na to, że niekoniecznie jest to amator, ergo zdjęcia te być może ludzie zobaczą niebawem w jakiejś gazecie ? Nie trzeba dodawać, że Dakowicz o pozwolenie raczej swoich modeli nie pyta, modele zresztą zwykle już ludzkim głosem nie mówią. Ja też kiedyś tego spróbowałem w Szkocji, ale skończyło się to pościgiem młodego pijanego potwornie człowieka w stroju ducha kacpra za równie młodym lecz zdecydowanie szybszym i trzeźwym tym razem fotografem. Gdyby był tam Dakowicz na pewno zrobiłby nam zdjęcie biegnącym główną ulicą Edinburgha. Nie w tym jednak rzecz. Sama odwaga, nienaganna technika i przykuwająca uwagę saturacja zdjęć to jednak nie to, co zadziwia najbardziej. Tym magicznym elementem w jego zdjęciach jest kompozycja. Mogę chyba powiedzieć, że nie znam drugiego takiego oka wśród fotografów niezbytznanych, które by z taką regularnością dowodziło swoimi zdjęciami, że nie ma tam przypadku. Choć tak może się zdawać.
Zdj. 8
Zdjęcia uliczne, nigdy nic nie wiadomo, dużo przypadku – tak. Ale nawet jeśli z jednej nocy ma 300 zdjęć i wybiera 5 to te 5 zdjęć jest dla mnie w czołówce kompozycyjnych uczt. Być może więc trochę przypadku, ale przede wszystkim chyba jednak umiejętność wyborów, w wielu słowa tego znaczeniach. Sztuka cała polega na powtarzalności, czyli pokazaniu że się potrafi, że to nie jest przypadek. Każdy ma 2 dobre przypadkowe zdjęcia uliczne. Dakowicz ma 2222, czyli dużo więcej. Szukając zdjęć do tego odcinka trudno było mi opanować się i przestać je ściągać (założę się, że i Łukasz – gospodarz bloga – będzie miał problem jeśli zdecyduje, że 10 zdjęć to za dużo /a nie powinien/) – co drugie zdjęcie opowiada jakąś na prawdę mocną historię, w dodatku historie ktore znam/znamy doskonale, nie tylko z UK ale też i domowych podwórek, choć ewidentnie to, co dzieje się w Cardiff, Glasgow, Londynie, Dublinie i całej reszcie wysp zostawia rodzimych pijaków (aka imprezowiczów) daleko w tyle. A więc kompozycja po trzykroć. Dla mnie bez konkurencji w szerokim internecie.
Zdj. 9
Kompozycję Maciej Dakowicz mógłby spokojnie wykładać w licznych teraz szkołach fotograficznych i ja bym na pewno na te zajęcia chodził, tak jak i powinno zrobić to wielu innych (zwłaszcza profesjonalistów). Zdjęcia Dakowicza po krótce czas omówić. Zdj 1 – czy to przypadek że pijak po lewej wydala (jakby) to, co pijak po prawej w siebie wlewa ? Zdj 2 to tak zwana wrażliwość na znaki ulicy – u Dakowicza wyostrzona nie tylko naturalną, jak sądzę spotrzegawczością, ale też i doświadczeniem. Zdj 3 to już zaawansowana lekcja pt. mistrzowie kompozycji przedstawiają. To jest praktycznie obraz. Wszystko wydaje się ustawione, a wiemy dobrze, że ustawione być nie może. Gdyby był to obraz zniknęłaby może rura między słupkami parkingowymi po prawej stronie. A może nie. Do tej samej grupy należy Zdj 7. Zdj 4, podobnie jak Zdj 3 i 7, zdaje się być wyreżyserowane; jest jak kadr z filmu. Podobnie dzieje się w przypadku najsławniejszego bodaj zdjęcia Dakowicza (Zdj 9). Zdj 6, 10 i 11 to krótka historia o tym jak to jest się tam, gdzie się być powinno; Zdj 8 natomiast to prawdopodobnie opowieść o odnalezieniu dobrego miejsca z potencjałem i czekanie na zwierzynę – myślę, że adekwatne to porównanie tego zadziwiającego gatunku zamieszkującego zdjęcia Dakowicza. Piszę tylko o seriach z Cardiff, bo nie ma miejsca i czasu na szersze voyages, ale nie muszę dodawać, że gdy Dakowicz jedzie do Indii i dziesiątek innych krajów, jego zmysł kompozycji pracuje dokładnie tak samo.
Zdj. 10
www.maciejdakowicz.com.
Zdj. 11
Nie wiem jaki obraz zbudował sobie czytelnik (szacowny, szanowny) po tych wychwalaniach, ale czy był on zbliżony do tego, co widzi na ostatnim zdjęciu? Maciej Dakowicz pozuje ze statuetką i nagrodą specjalną – zegarkiem jakimśtam przymuszany przez zidiociałe maszyny/fotografów (znanych pod nazwą paparazzi), acz zmuszany tak przyjemnie, że aż miło patrzeć (nie było). (Jedna hiena na po-galowej imprezie pomyliła mnie z głównym zwycięzcą i ze świecącymi oczami układającymi się w trzy literki: PLN rozkazała mi gorączkowo: Ej, masz ten zegarek ? Masz ? Masz, to pokaż, cykniemy tutaj parę fotek na tle tego tu no… co ? Nie cyknęliśmy, bo zapytałem go jaki (kurwa) zegarek, na co on odpowiedział: A to nie ty wygrałeś ten zegarek … ? A nie, ty jesteś ten od portretów, to gdzie jest tamten ? Ale nawet gdybym chciał coś powiedzieć, nie usłyszałby mnie bo już popędził na złotówkowe łowy dla Fakt’u lub innej Mandarynki (lub innej gazety lekkich intelektów). To jest właśnie największa dla mnie zagadka. Taka zagadka, że Dakowicz w tej roli czuł się doskonale (w roli zwierzyny salonowej tym razem, nie łowczego). Wspominał mi wyraźnie rozgorączkowany przed rozpoczęciem gali, że musi zrobić zdjęcia celebrytom, bo to niepowtarzalna okazja. Dziwił się bardzo, że nie wiedziałem kto to Kręglicka (Aneta?Dorota?), a jeszcze bardziej temu, że nie miałem ze sobą aparatu (powiedziałem mu, że nie chciało mi się go wozić bo jest strasznie ciężki, co brzmi niewątpliwie idiotycznie w ustach człowieka, który robi zdjęcia, ale za to zgodne jest z prawdą). Gdy na scenę wkroczyła Agnieszka Maciąg spytał z nadzieją: ale tą to już znasz ? Na co zrewanżowałem się wskazując palcem obecnego tam nie wiadomo dlaczego Janusza Głowackiego: tak, znam. a tego znasz ? Nie znał. Pozory mylą! Jak chcecie uczyć się kompozycji, zwłaszcza tej ulicznej, uczcie się od Dakowicza, który choć sprzedaje zdjęcia gazetom takim jak Fakt, pojawia się też w gazetach takich jak American Photo, The Times, Der Spiegel, serwisach takich jak BBC, a debaty o jego zdjęciach z prezentowanej tu własnie serii Cardiff at Night aka Cardiff After Dark można było usłyszeć w Radiu Zet, TVN oraz BBC radio. Kompozycja i Kontrast.
Zdj. 12
Najnowsze komentarze