Monthly Archive for Grudzień, 2010

Wesołych Świąt!



Życzymy wszystkim odwiedzającym naszego bloga wspaniałych, pełnych ładu, spokoju  i bardzo estetycznych Świąt Bożego Narodzenia!!!

Na świąteczny deser kilka świątecznych okładek znanych magazynów z bliższej i dalszej przeszłości – miłego oglądania!

***

***
***

***

***

Targ Koński na Smithfield w Dublinie

Tym razem pomyślałem, że pokażę trochę swoich własnych zdjęć. A co mi tam!

W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na placu miejskim Smithfield w Dublinie odbywa się wielki targ koński.

Travellersi – czyli miejscowi cyganie – zajmują się między innymi hodowlą i handlem końmi o specyficznej urodzie trochę przypominającymi nasze hucuły.

Ludzie ci nie mają nic wspólnego z cyganami z Kontynentu, twierdzą, że mają czysto celtyckie pochodzenie, posiadają swój własny język i prowadzą do dziś nieosiadły tryb życia.

Dla irlandzkiego społeczeństwa są oni nie lada wyzwaniem, bo zajmują się zwykle szemranymi interesami. Choć w kulturze irlandzkiej funkcjonuje też romantyczny stereotyp Trevellersa – człowieka wolnego – nośnika irlandzkiej kultury i tradycji.

Małego konika można kupić już za 400 Euro.

Można też załatwić sobie ustawiane małżeństwo w celu zalegalizowania pobytu albo kupić pieska lub kotka.

Dla fotografujących jest to niebywała wręcz atrakcja, tym bardziej, że wszystko odbywa się w scenerii supernowoczesnego miejskiego krajobrazu dzielnicy Smithfield.

Pochodzenie Travellersów nie jest dokładnie znane. Nie posiadają oni żadnych pisanych źródeł historycznych. Zmuszani przez państwo do osiadłego trybu życia przeszli wiele trudności analogicznych do tych, które przeżywali cyganie w Europie. Nie chcą się asymilować z resztą społeczeństwa, zabierają dzieci ze szkół po ukończeniu obowiązkowego etapu nauki. Płacą wysoką cenę za pozostawanie na uboczu: badania z 2007 roku pokazały, że ponad połowa Travellersów umiera przed 40 rokiem życia. Śmiertelność dzieci wśród nich jest dziesięciokrotnie wyższa niż w reszcie społeczeństwa, jedna trzecia Travellersów nie dożywa 25 lat.

Fascynująca jest legenda, którą opowiadają Travellersi. Mówi ona, że pochodzą od rzemieślników blacharskich, którzy pomogli w budowie krzyża, na którym śmierc poniósł Jezus. Umierając miał ich przekląć i skazać na wieczną tułaczkę, aż do dnia Sądu Ostatecznego. Chętnie przy tym cytują Ewangelię wg św. Mateusza:
„Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim.”

Trochę designu z dalekiej Azji (I)

Maki Kahori (www.k-maki.com)
Od świata mody poprzez malunki na karoseriach samochodów Maki Kahori stosuje swoje wywodzące się ze świata natury, minimalistyczne wzornictwo. W interesujący sposób faktury powierzchni jej prac pokryte są plątaniną kwiatów, pnączy i łodyg. Urodzona w Japonii studiowała sztukę w Nowym Jorku, by potem powrócić do swojego rodzinnego kraju. Obecnie pracuje jako freelancer. Stworzyła ogromny zasób projektów artystycznych obejmujących ilustrację, malarstwo oraz instalacje.

Jonathan Yuen (www.jonathanyuen.com)
Projektant z Singapuru. Jego animowana strona internetowa zdobyła kilka nagród i wyróżnień. Momenty, w których człowiek spotyka się z naturą są głównym tematem prac Jonathana. Możemy odkryć w nich całą głębię znaczeń, zobaczyć piękno i doświadczyć tego, że jesteśmy częścią świata przyrody. Artysta głęboko czerpie ze świata azjatyckiej sztuki i filozofii, prezentując podejście pełne świeżości i innowacji. Zawodowo zajmuje się tworzeniem wizerunku firm, projektowaniem graficznym, przygotowywaniem publikacji oraz tworzeniem prezentacji interaktywnych.

Lisa Alisa (www.lisa-alisa.com)
„Moja sztuka nie jest dla słabeuszy” tak mówi o sobie artystka, której prace można było oglądać na kilku wystawach w Kalifornii, Nowym Jorku oraz Tokio. Porusza w nich tematy, które w naszej kulturze objęte są tabu, jak nadmiernie eksponowana seksualność, przemoc, wynaturzenia. Uważa, że kobiety są równie okrutne jak mężczyźni. W swojej twórczości ukazuje kobiecość, środowisko naturalne, konsumpcjonizm, rodzinę jasno opisując swój punkt widzenia i zdzierając społeczeństwu z nosa, jak sama to nazywa, „różowe okulary przeciwsłoneczne”.

Patrzenia Sztuka Luc’a (V) Maski Eleanor Hardwick

Eleanor Hardwick ma dziś według moich wyliczeń 18 lat.

Mimo tego jest to prawdopodobnie najbardziej znany fotograf spośród prezentowanych dotychczas w tym cyklu. Na razie znana trochę w Anglii (tylko), ale wkrótce pewnie i szerzej. Ma na swoim koncie jedną indywidualną wystawę w Brighton oraz wiele publikacji w magazynach modowych.

Eleanor urodziła się i dorastała w Reading pod Londynem, za którym początkowo nie przepadała uważając, że życie nie-w-dużym-mieście jest nudne. Potem, w wieku 12 lat, zaczęła bawić się pierwszym aparatem i szybko przekonała się, że jednak na wsi wcale nudno nie jest. Dzięki temu, że zaczęła robić zdjęcia bardzo wcześnie, już w wieku 16 lat została zauważona przez stronę BBC Bite, która poprosiła ją o wykorzystanie jej zdjęć, a prawdziwy przełom nastąpił gdy The Independent napisał o niej artykuł – wtedy zaczęła dostawać propozycje pracy od rożnorakich magazynów mody.

http://www.independent.co.uk/arts-entertainment/art/features/shot-from-the-young-and-hip-photographic-prodigy-eleanor-hardwick-919280.html

4 lata to więcej niż potrzeba by opanować technikę w fotografii (jak ktoś się bardzo stara to i rok wystarczy, nie trzeba studiować 4 lata techniki, a z kolei innych rzeczy takich jak wrażliwości lub wyczucia nauczyć się nie da), więc młoda Eleanor, zacząwszy w wieku 12 lat, 6 lat później, wciąż będąc bardzo młoda, ma już pierwsze kroki dawno za sobą (albo: pierwsze koty za płoty – jeżeli ktoś zna genezę tego powiedzenia proszę pisać w komentarzach! bardzom ciekaw). Ja w jej wieku jeszcze nie miałem nawet aparatu.

Zdjęcia, które pokazuję należą do jej najstarszych i chyba najbardziej kreatywnych. Eleanor mówi, że inspiracje czerpie z literatury i z tego co się dzieje dookoła jej domu na wsi. Lubi połamane i odrzucone przedmioty. Zdjęcia, które widzicie to doskonała próbka jej pomysłowości, aż by się chciało zaglądnąć jej do głowy. Tony przy tym miękkie i bogate, aura tajemnicy, drugiego dna i dziwne uczucie, że te ładne obrazki mają jakąś ciemną niepokojącą stronę, którą jednak tylko ledwie da się wyczuć, bo prawie jej nie widać. Jej ostatnie prace, (niestety) być może pod wpływem świata modowego, który pomału ją być może wessie, są już mniej dla mnie atrakcyjne, bo bardziej podobne do innych zdjęć, które widziałem już u wielu. Ładne, klasyczne zdjęcia mody, ale to już było.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo utalentowana młoda Angielka, którą cenię głównie za to co robiła rok, dwa lata temu, bo wtedy ją właśnie zauważyłem, wtedy jej zdjęcia były naprawdę świeże. Teraz gdy robi zdjęcia mody dla magazynów lub katalogów już tego charakterystycznego oka w jej pracach aż tak bardzo nie widać. Jest taki trend zresztą ogólny wśród fotografów, którzy robią coś dla kogoś, a nie dla siebie, że ich prace stają się bardzo podobne – praca pod mniejszym lub większym naciskiem niszczy mimo wszystko kreatywność i ogranicza. Jeżeli więc odwiedzicie jej stronę na flickr polecam przejść do strony 16,15,14 a niekoniecznie 1 lub 2 (czyli zdjęć najświeższych).

http://www.flickr.com/photos/lenaah/

Eleanor nie ma jeszcze strony oficjalnej (pewnie w budowie), ale ma za to plan na przyszłość. Najlepiej, mówi, byłoby gdybym mogła pracować dla najlepszych magazynów mody takich jak Vogue, Dazed czy i-D, i żyć w Brighton.

Ms Eleanor we własnej (lub nie) osobie z gigantycznym kotem możecie podziwiać na ostatnim bardzo typowym dla niej lekko niepokojącym zdjęciu/autoportrecie – widać, że coś jest nie tak, czyli wszystko dobrze – pociągająco i interesująco.

Dobieranie barw proste i przyjemne

Znalazłem w sieci coś superowego!

Sympatyczny Czech Petr Stanicek stworzył aplikację, która pozwoli ci dobrać zestaw kolorów na twoją stronę lub do twojego projektu graficznego. Wszystko on-line ale z wieloma możliwościami eksportu wyników (np do html/CSS, XML lub do pliku tekstowego i nie tylko). Aplikacja nazywa się Color Scheme Designer i można ją znaleźć na stronie: http://colorschemedesigner.com/.

Nie musisz już sie głowić jaki zestaw kolorów zadziała, unikniesz zgrzytu, zachwyt oglądających gwarantowany. Nie żartuję – aplikacja ma naprawdę spore możliwości. Wystarczy wybrać interesującą nas barwę, dodać do tego nasycenie, kontrast, jasność i cienie. Jeszcze możemy ustawić odpowiednią konfigurację wynikową, tzn: monochromatyczną, kolory komplementarne, triadę kolorów, czy kolory analogiczne i jeszcze więcej. Dostajemy gotowy zestaw (i listę) kolorów, które świetnie współgrają i cieszą oko oglądających.

Od razu możemy zobaczyć jak otrzymane kolory sprawdzają się na przykładzie specjalnie stworznej strony i to w dwóch opcjach: ciemnej i jasnej. Domyślnie program pracuje w przestrzeni RGB ale można przełączyć na Web Colors, PANTONE oraz RAL Colors.
Prawdziwą gratką jest symulacja daltonizmu i to z podziałem na różne jego odmiany. Można przekonać się jak daltonista widziałby wybraną przez nas kombinację kolorów! Fascynujęce:)

Ten programik to nie tylko świetna zabawa ale również wiele profesjonalnych zastosowań. I to pomimo tego, że autor zastrzega się, że dopasowanie kolorów jest jedynie przybliżeniem właściwych wartości. Działa wyśmienicie! Udanej zabawy!


Peter Stanicek to bardzo doświadczony programista oraz autor wielu publikacji







Zamek Cieszyn
designalive