
Niebieskie auto rodem z lat ’60 stoi na szosie pośród morza bieli. Mleczna droga, pobocze i niebo grają w tej samej tonacji. Otwarte dzwi kierowcy ukazują bordową skórzaną tapicerkę samochodu, do którego swobodnie sypie się przez nie śnieg. Karoserię pokrywa cienka warstwa białego puchu. W pobliżu nie ma nikogo. Pod stopami wije się zamarznięty potok rzeźbiący skute lodem purpurowe wzgórza. Na horyzoncie przykryte sutą warstwą cieżkich zimnych chmur rysują się ciemnoszare góry otulane od południa bladym zimowym światłem. Gdzieś w oddali, pośrodku doliny bieli się czerwonodachy dom, do którego syczy jak wąż jedna tylko chwiejna pośród wzgórz ścieżka.




Tak opowiada Nich Hance McElroy, fotograf, jak każdy inny z tego cyklu, bliżej nieznany. W powyższym obrazie połączyłem trzy jego kadry z serii How To Be Alone – nie ma to jednak znaczenia – wszystkie jego zdjęcia mruczą tą samą zimną melodię. Gdy patrzę na te zdjęcia przychodzi mi na myśl daleka Północ, gdziekolwiek by nie była. Pięknie, zupełnie naturalnie budowany nastrój tych zdjęć ma w sobie coś tajemniczego; ale tajemniczego spokojnie. Trudno mi pisać nawet o tym co widzę – takie to wszysto gęste. Najwyraźniej samotność dla McElroy’a nie jest ani niczym brzydkim, ani przygnębiającym, ani tym bardziej nieciekawym i ja to rozumiem. Przeciwnie, samotność McElroya to melancholijna lodowa podróż w ciszę i całe jej dobrodziejstwo. Śniegowe zdjęcie pustego samochodu na poboczu pokrywanego stopniowo zimą przywodzi na myśl genialny film A Single Man, który otwiera podobna bardzo scena. Soundtrack do tego filmu idealnie pasuje zresztą do zdjęć tego fotografa. Ale również na przykład Bon Iver i jego Blood Bank, którego teraz właśnie słucham. Pojawiają się także ludzie i zwierzęta u Nich’a Hance’a. Ale nie mówią. Zamrożeni, zamrożone, patrząc prosto w obiektyw stoją nie w opozycji do lodowego krajobrazu, lecz są jego dopełnieniem, są w niego wtopieni, wtopione. Jakby byli jednym, jakby tam należeli. Skostniali, cicho, spokojnie chłoną nikłe zimowe światło, jakby nie chcieli marnować energi na zbędne ruchy, jakby wiedzieli, że chwile światła są krótkie.




Wpadł mi w oczy parę godzin temu fotograficzny cytat Williama Alberta Allarda. Mówi, że najlepszych zdjęć należy często szukać na marginesach tak zwanych ‘sytuacji’ i że fotografowanie sytuacji, czyli centr uwagi, nie jest nawet w połowie tak interesujące jak fotografowanie owych marginesów. Patrząc na zdjęcia Nich’a Hance’a McElroy’a nasuwa mi się myśl, że fotografowanie tzw sytuacji w porównianiu z szerokimi, spokojnymi marginesami tego fotografa jest nie tylko stratą cennego czasu ale nawet wydaję mi się wręcz obrzydliwe i zbędne. Lepiej przykucnąć na ośnieżonym poboczu, wyjść z samochodu, posmakować bladego światła i zostawić drzwi otwarte. Niech pada.
http://nhmcelroy.com/

ps. Więcej na flickr.
http://www.flickr.com/photos/lawns/
(Oglądnąłem właśnie wszystkie zdjęcia McEloroy’a, a gdy dotarłem do ostatniego zacząłem od nowa. Bo mam czas.)










*Luc Kordas – fotograf, zdobywca kilku nagród i wyróżnień z zakresu fotografii, autor publikacji. Zapraszamy na jego stronę: http://luckordas.com/ oraz Luc Kordas on Facebook.
Najnowsze komentarze